Najczęściej czytane
Śp. Henryk Kuraki – człowiek, który życiem głosił Ewangelię
25 lipca 2026 r. odszedł do Pana śp. Henryk Kuraki – wieloletni zakrystianin, opiekun ministrantów i nadzwyczajny szafarz Komunii Świętej w parafii św. Antoniego z Padwy w Gdyni. Przez blisko siedemdziesiąt lat był nieodłączną częścią franciszkańskiej wspólnoty, służąc Kościołowi z niezwykłą wiernością, pokorą i oddaniem. Uroczystości pogrzebowe odbyły się 29 lipca pod przewodnictwem ministra prowincjalnego o. Wojciecha Kuliga. Kazanie wygłosił o. Piotr Matuszak.
Kaznodzieja rozpoczął od słów „Pieśni słonecznej” św. Franciszka: „Pochwalony bądź, Panie mój, przez naszą siostrę śmierć cielesną”. Zwrócił uwagę, że Biedaczyna z Asyżu potrafił nazwać śmierć swoją siostrą nie dlatego, że jej pragnął, ale dlatego, że przez całe życie patrzył na nią oczami wiary. Dla człowieka żyjącego z Chrystusem śmierć nie jest końcem, lecz przejściem do domu Ojca.
W homilii przypomniano drogę jego życia. Urodzony i wychowany w Gdyni, od szesnastego roku życia pracował w Stoczni im. Komuny Paryskiej, z którą związał całe swoje życie zawodowe. Przez 45 lat pozostał wierny jednemu miejscu pracy, co zawsze podkreślał z dumą. Jeszcze bardziej związał się jednak z franciszkańską parafią, której służył niemal od młodości.
Już jako osiemnastolatek został prezesem ministrantów. Przez kolejne dziesięciolecia wychował całe pokolenia chłopców służących przy ołtarzu. Jak podkreślał o. Piotr Matuszak, uczył ich nie tylko przepisów liturgicznych, ale przede wszystkim szacunku do Eucharystii, odpowiedzialności, uczciwości i życia zgodnego z Ewangelią. Wielu dawnych ministrantów, obecnych na uroczystościach pogrzebowych, stanowi dziś najpiękniejszy pomnik jego życia – nie z kamienia, lecz z ludzkich serc.
Szczególnym świadectwem jego wierności było przyrzeczenie złożone Bogu w młodości. Gdy ciężko zachorował jego brat bliźniak, Henryk obiecał, że jeśli ten wyzdrowieje, poświęci swoje życie służbie Kościołowi. Słowa dotrzymał. Kościół stał się jego domem, zakrystia miejscem codziennej posługi, a wspólnota franciszkańska – rodziną.
Za swoją wieloletnią, bezinteresowną służbę został w 2017 r. uhonorowany przez Prowincję św. Maksymiliana Marii Kolbego nagrodą „Fraternitatis gratiarum”.
Kaznodzieja przypomniał również, że życie śp. Henryka nie ograniczało się jedynie do murów kościoła. Był człowiekiem pogodnym, otwartym na ludzi i cieszącym się codziennością. Jednocześnie pozostawał człowiekiem głębokiej modlitwy. Należał do Żywego Różańca i każdego dnia wiernie odmawiał swoją tajemnicę różańcową, zawierzając Bogu siebie i innych.
Niezwykle wymownym obrazem jego życia była obecność na pogrzebach parafian. Przez lata towarzyszył rodzinom w chwilach pożegnania bliskich, a jego donośny śpiew „Witaj, Królowo” rozbrzmiewał na gdyńskich cmentarzach. Było to – jak podkreślił o. Matuszak – nie tylko wykonanie pieśni, ale wyznanie wiary w zmartwychwstanie i życie wieczne. Tym razem role się odwróciły – to wspólnota odprowadzała jego do domu Ojca.
Ostatnie lata życia naznaczone były chorobą, która ograniczała jego aktywność. Mimo tego nie przestał żyć sprawami parafii. Interesował się życiem wspólnoty, pytał o braci, ministrantów i wydarzenia prowincji zakonnej. Fizycznie coraz słabszy, sercem pozostawał blisko miejsca, któremu poświęcił niemal całe swoje życie.
Kaznodzieja przywołał także poruszające okoliczności jego odejścia. W dniu śmierci poprosił opiekujących się nim braci, o. Roberta Wołyńca i o. Stanisława Krefta, aby jeszcze chwilę z nim pozostali. Kilka minut później stracił przytomność. Bracia zdążyli udzielić mu rozgrzeszenia, po czym rozpoczęła się walka o jego życie. Wieczorem odszedł do Pana. Ta ostatnia prośba – „Zostańcie” – stała się wymownym symbolem jego życia i przypomnieniem Chrystusowej obietnicy: „Ja jestem z wami przez wszystkie dni”.
Na zakończenie kazania o. Piotr Matuszak wyraził wdzięczność za życie śp. Henryka – za tysiące przygotowanych liturgii, wychowanie pokoleń ministrantów, obecność, modlitwę i cichą, wierną służbę. Powierzył go Bożemu miłosierdziu, prosząc, aby Chrystus przyjął swojego wiernego sługę do domu Ojca.
Śp. Henryk Kuraki pozostanie w pamięci wielu jako człowiek, który – zgodnie ze słowami św. Franciszka – nie tyle głosił kazania, ile sam swoim życiem stał się najpiękniejszym świadectwem Ewangelii.

























